Gombrowicz

“Przestańcie się bać własnych obrazów, przestańcie wielbić sztukę, potraktujcie ją po polsku, z góry, poddajcie ją sobie, a wówczas wyzwoli się w was oryginalność, otworzą się przed wami nowe drogi i pozyskacie to co jest najcenniejsze, najpłodniejsze: własną rzeczywistość.”
Dzienniki tom I

Po jakiś dziesięciu latach od ostatniego czytania i w związku z ogólnym kryzysem twórczym postanowiłam się skusić na powtorkę z Dzienników Gombrowicza. Zdecydowanie dobry wybór, zwłaszcza po moich ostatnich zajściach z młoda sztuką/kulturą warszawską.

Stop being afraid of your own pictures, stop worshiping art, treat it the Polish way, condescendingly, make it obedient, and then your originality will release itself in you, new roads will open in front of you and you will gain the thing that is most valuable, most fertile: your own reality.
Diaries, vol. I
(tłum. moje)

leniwa niedziela: video

Weekend był, jak zwykle, wielkim wysiłkiem. I znowu sukces.
Tak czy inaczej, pisać dziś nie będę, i tak mam do skończenia artykuł do grudniowego Businessmana. W ramach rekompensaty, i dla rozrywki niedzielnej, polecam:

Casted, przyjemna komedyjka na temat “najwspanialszego dyrektora castingu na świecie”. Po dokładnym przyjżeniu się fani CSI Miami (tego z denerwującym rudym szefem, który posyła tanie one-linery po czym zakłada na nos ciemne okólary. za kżdym razem) rozpoznają Jonathana Togo. Togo gra tutaj główną rolę straszliwej świni, która nieustannie dokucza swojemu asystentowi. W roli tegoż – niejaki Justin Long, najbardziej znany jako Mac z reklamy Appla (“Hi, I’m a Mac”, “and I’m a PC”), jednej z tych, która radośnie ignoruje fakt, iż PC to skrót od personal computer, i że komputery Appla, zarówno jak te z windowsem czy linuxem, również należą do PC-tów.

Mniejsza. Longa podobno nikt w tej roli za bardzo nie polubił i raczej szybko został zwolniony. W Casted wysłuchuje za to uwag w stylu “if I were you… and I’m not you. I am NOT you. I would be worried about the men boobs”. Głupie ale śmieszne.

W ramach edukacyjnych: bablegum.com przygotowało film na dwudziestolecie Wrap Records, prawdopodobnie najważniejszej wytwórni muzyki elektronicznej, która wydała z siebie między innymi Aphex Twin, Richiego Hawtina, Maximo Park i Nightmares on Wax.

W mojej londyńskiej pracy robilismy parę rzeczy dla artystów z Wrap, która trzeba przyznać ma niesamowite przywiązanie do wizualizacji muzycznych. Do tego istnieje również Wrap Films, niezależna (we właściwym znaczeniu tego słowa) wytwórnia filmowa, promująca między innymi Sheana Meadowsa. Film nieraz trochę się dłuży, ale posłuchać miło.

przyjemnej reszty weekendu.

gra w McDonalds

Teoretycznie wszystko daje się zrobić porządnie… Hodowałam krowy, karmiłam soją, przerabiałam na hamburgery, sprzedawałam konsumentom. Ale nie nadąrzałam z produkcją. Zdenerwowalam zielonych, otrułam krowy, a i tak nie wyszło. Krótka przypowieść o tym, jak to przegrałam w grę w McDonalds.

McDonalds Game

Jeżeli firma określa się hasłem “Radical games against the dictatorship of entertainment” (radykalne gry przeciwko dyktaturze rozrywki) to wcale jeszcze nie znaczy, że produkuje coś dobrego. Mimo, że hasło jest chwytliwe. Tymniemniej w Molleindustria tak właśnie jest. Jedną z rzeczy, o których dowiedziałam się na sesji na temat gier dokumentalnych podczas Sheffield Doc/Fest była gra McDonalds. Pamiętam, że na rzeczonej sesji autorów określono jako grupę szalonych programistów z Włoch. (Omawiana była mechanika gier jako metoda opowiadania historii i przedstawiania faktów – stąd bliskość z filmem dokumentalnym).

Wczoraj wieczorem, w ramach odpoczywania po 12 godzinach spędzonych na lotnisku w Luton, postanowiłam, że mój mózg nadaje się właśnie do takich i tylko takich rozrywek; pora wypróbować grę w McDonalds. Cóż za błąd! Bycie korporacyjną suką to potwornie dużo roboty i trzeba naprawdę znać się na rzeczy.

W sposobie działania McDonalds Game przypomina nieco uproszczoną wersję SimCity – proponuję zapoznać się samemu. Generalnie żeby nadąrzyć z produkcją trzeba pójść na kompromis z etyką – a to wyciąć kawałek lasu Amazońskiego, a to przekupić polityka lub naukowca. Na koniec przyszedł wkurzny Ronald i wypieprzy mnie z pracy.

Chciałam o niej wspomnieć ze względu na to, że zrobił na mnie wrażenie sposób, w jaki przedstawia pewien (co tu kryć zbierzny z moim) punkt widzenia. Trzeba wziąć pod uwagę, że nawiązywanie do faktow świata realnego w grze jest zawsze śliskim terenem. Siłą rzeczy, ilość elementów uwzględnionej przez mechanizm gry jest zawsze ograniczona w stosunku do złożoności rzeczywistej sytuacji. Ale przez swoją prostę ta konkretna gra pokazuje, że jako system McDonalds nie jest w stanie funkcjonować w sposób zdrowy. Oraz, że siłą napędową tego wszystkiego są konsumenci (żegnaj, cheeseburgerze).

Przy okazji: logo McDonalds z przyległościami zostało bezlitośnie ukradzione na potrzeby gry i strony. Po braku pozwów sądowych wnoszę, że dział PR Ronalda słyszał o efekcie Streissand.

Molleindustria ma na koncie też inne kontrowersyjne produkcje, dostępne za darmo online, a część też do ściągnięcia (mac lub windows).  Zagrać można w 5, mniej lub bardziej bezlitosnych, gier. Polecam Oligarchy, grę w magnata naftowego (“healthy consumerist society will require more oli than is available in its national reserves” – zdrowe społeczeństwo konsumenckie będzie potrzebowało więcej ropy niż jest dostępne w jego narodowych rezerwach). Osoby o silniejszych nerwach tudziesz mniejszej skłonności do bycia urażonym, mogą pograć w Operation: Pedopriest.

oligarchy

zdjęcia w czwartek #6: awkward

Tym razem całkiem poza społecznie przyjętym rozumieniem terminu ’sztuka’ (to, oczywiście, polegałoby szerszej dyskusji itd itd). Za pośrednictwem mojej ulubionej lektury wieczornej soup.io dopadłam wczoraj awkward family photos.com, bloga tak pełnego perelek, że aż ciężko było wybrać parę ulubionych do tego postu.

rodzinnie do dentysty
najważniejsze, aby rodzina spędzała razem czas. Polecam miny mamy i taty.

Tego typu zdjęcia ujawniają przed nami utajone smaczki wpoki, któremu fotografowie artyści nie poświęcają zazwyczaj wiele uwagi. Zwlaszcza te z lat 80tych (fryzury!) i wczesnych 90tych (moda), są przede wszystkim dokumentacją stylu.

klasyka lat 90tych
Klasyka lat 90tych

piekne lata 80te
i lat 80tych

Zdecydowanie najpiękniejsze są jednak zdjęcia przebierane. Całą rodziną. Oh tak.

kosmos

dlaczego mamo?
dlaczego, mamo??

Moją drugą ulubioną kategorią są zdjęcia koncepcyjno-pozowane. Resztki z ery, kiedy po portrety rodzinne chodzilo sie do miejscowego profesjonalisty. Pomiędzy tamtymi czasami a moment przed erą popularyzacji cyfrowych snapszotow przez chwile zaistniał styl sam w sobie – domowo robione zdjęcia ’studyjne’. Piękna rzecz.

tata jest głową rodziny
tatuś jest ulubieńcem rodziny

Na koniec pozostają oczywiście zdjęcia z cyklu what the fuck?

bylismy hipisami
rodzice byli hipisami

dlaczego mamo cz.2

każdy ma taką rodzinę, na jaką zasłużył

Sheffield Doc/Fest

Reżyserzy, producenci, specialiści od mediów, sponsorzy, kolosalna ilość kafeiny. I ja. Pozdrowienia z festiwalu filmów dokumentalnych w Sheffield.

dofest1

To będzie krótki post, bo jestem właśnie pomiędzy sesją z edytorem “All tomorrow’s parties” a projekcją filmu o Billu Hicksie. Also, w środe, czwartek i piątek pracowałam na rzeczonym festiwalu za dnia, a wieczorami ogladalam filmy. Ilość spotkanych ludzi i rzeczy do przemyślenia nieco mnie przerosła. Wypiłam dzisiaj dwie kawy rozmiar XXL z syropem wiśniowym (tak, sama sobie zażyczyłam i się nie wstydzę). Jest godzina 17; można powiedzieć najgorzej. Ale wiadomo jak to jest z kafeiną. Niedługo będę musiała uderzyć do pracowniczej lodówki po parę darmowych redbuli (niniejszym chciałabym podziękować wszystkim sponsorom). Po krótce zatem:

Z moich chaotycznych notatek dwie rzeczy, które można odczytać od razu (duże i kapitalikami) to
AUDIENCE ENGAGEMENT i
MOVE TO CANADA

Audience engagement (angażowanie publiczności??) jest jedną z fraz-przebojów tego festiwalu, podobnie jak cross-platform. W sprawie tego pierwszego mało kto, poza ludźmi z Shooting Pepople. wie, o co chodzi. Będę pisać. W sprawie drugiego odbył się w środę osobny spęd. Mało z niego wynikło, ale Steve Johnson był przynajmniej zabawny. Mówił o tym, jak twitter zmieni sposób, w jaki żyjemy. Rozdawaliśmy na festiwalu numer Time z 15 czerwca, w którym pisał na ten sam temat. Okładka następująca:

0906timemagazinetwitter

Oczywiście o tym też była mowa na twitterze. Anglicy mówią na tego typu rzeczy “mind-fuck”.

Jeśli zaś chodzi o przeprowadzanie się do Kanady wszyscy zdają się zgadzać, że poziom finansowania filmów dokumentalnych i przedsięwzięć multi-dyscyplinarnych jest tam najlepszy. Wszędzie indziej raczej bida.

Najlepszym filmem, jaki widziałam do tej pory, był zdecydowanie Taqwacore: The Birth of Punk Islam, rzecz o muzułmanach punk-rokowcach. Zapraszam do obejżenia trailera poniżej:

Będę szukała sposobu/okazji, żeby pokazać to w Polsce (myślę Warszawa albo Wrocław). Jeżeli ktoś ma jakiś pomysł, nawet niekonkretny – email please ana(at)abnarylife(dot)com

O wszystkich tych rzeczach będę pisała bardziej szczegółowo po powrocie do Warszawy we wtorek, o ile zdążę na samolot, na co szanse – licząc na podstawie dotychczasowych dokonań – są mniej więcej 1 do 3. Nie mam ze sobą kamery (tak to jest, albo się filmuje, albo przeżywa, a jestem samolubna); mam apart – na film 35 mm, więc na zdjęcia trzeba będzie trochę poczekać. Może jutro nakręcę co nieco za pomocą mojego sławnego G1. A może nie. Narazie za tem nie będzie bogactwa multimediów. Polecam za to moje updaty “na żywo” tutaj oraz twórczość innych otagowaną #dfsheffdocfest (jak na oficialny tag jest to cholernie długie i niewygodne, ale co począć)

Zatem kontkrety będą za parędni. W zasadzie teraz piszę tylko po to, żebyście mi zazdrościli.


Looking for the English version? see abinarylife.com . See you!